Tagi:

Pierwszy etap podróży za nami. W iście zawrotnym tempie zwiedziliśmy pokaźny odcinek od Los Angeles do San Francisco 😀 Zajęło nam to „jedynie” 14 dni. W tym czasie pięć razy zmienialiśmy noclegownię, zaliczyliśmy kilka bardziej lub mniej cudownych miejsc i niezliczoną ilość placów zabaw. Mimo późnej jesieni, póki co pogoda trafiła nam się genialna i właściwie codziennie, choć przez chwilę, wygrzewaliśmy się gdzieś na plaży. Jakby nie patrzeć, wciąż jest cieplej i bardziej słonecznie niż w szczycie lata nad naszym Bałtykiem, więc nie narzekamy 😉 Cały czas jednak uparcie zmierzamy na północ, więc z dnia na dzień termometry wskazują stopień lub dwa mniej. Cóż… chyba powoli krótkie spodenki będziemy zmieniać na długie. 😉

Oczywiście ta podróż ma też swoje mocno wysmakowane oblicze. Próbuję, testuję, szukam nowych smaków i inspiracji kulinarnych. Wybrałam dla Was cztery miejsca, które zrobiły na mnie największe wrażenie i które bez wahania polecę każdemu, kto będzie wybierał się w te rejony. Wolałabym mieć listę Top 3 bo Top 4 brzmi jakoś idiotycznie. Nie mogłam się jednak zmusić żeby usunąć którąkolwiek pozycje. I tak oto prezentuję TOP4 miejsca 😉

Owoce morza w budce na końcu molo w Santa Barbara

W dotychczasowej podróży zdecydowanie królowały nam w jadłospisie wszechobecne owoce morza. Bezkonkurencyjnie najlepsze znaleźliśmy w Santa Barbara. Jeśli kiedykolwiek będziecie tędy przejeżdżać to koniecznie zaplanujcie w tym miejscu lunch. Lokalizacja genialna bo na samym końcu molo z rewelacyjnym widokiem na ocean. Za to samo miejsce kompletnie niepozorne. Zwykła budka, kilka stolików w środku, drewniane ławy na zewnątrz, jednorazowe talerzyki i sztućce. Okienko do zamawiania. Na drzwiach sympatyczna kartka do wpisania się na listę oczekującą do stolika. W menu tylko i wyłącznie dania z owocami morza. Zdecydowaliśmy się na mule i makaron z miksem krewetek i małży świętego Jakuba. Wszystko zrobione absolutnie na tip top, ale te małże… rewelacja. Nigdy wcześniej nie jadłam ich tak perfekcyjnie przyrządzonych. W punkt. Całość zanurzona w genialnym sosie na bazie wina. Zdecydowanie spróbuję odtworzyć danie w domu i podzielić się z Wami przepisem, choć myślę, że szef kuchni osiągnął w swoim fachu mistrzostwo.
Strona: Schellfish co.

santa barbara kalifornia owoce morzasanta barbara kalifornia najlepsze krabysanta barbara kalifornia owoce morzawakacje z niemowlakiem usanajlepsze owoce morza

Bubba Gump Shrimp Co.

Jakie macie pierwsze skojarzenie?! Tak jest! Forrest Gump i jego krewetkowy biznes. Obecnie jest to już niemal sieciówka. 44 restauracje w 9 krajach na świecie. My trafiliśmy całkiem przypadkiem do tej pierwszej, kultowej już w Monterey, od której wszystko się zaczęło. Nie zjedliśmy tu wprawdzie najlepszych krewetek naszego życia, ale miejsce było tak klimatyczne, a nastrój tak świetny, że zdecydowanie Bubba Gump musiało wskoczyć na listę. Wszędzie na ścianach, na suficie, na stołach Forrest. Menu specjalne w kształcie paletki do ping ponga, nazwy ubikacji Jenny I Bubba, akcenty z filmu na każdym kroku. A w menu oczywiście przede wszystkim krewetki i to na sto różnych sposobów. Widocznie właściciele wzięli sobie do serca tłumaczenie Bubby „Krewetki to owoce morza, można je smażyć, gotować, dusić, piec. Są szaszłyki z krewetek (…), hamburger z krewetkami, kanapka z krewetkami..i to chyba wszystko”. Rzeczywiście. Hamburger z krewetkami też był 😉
Strona: Bubba Gump Shrimp Co.

Bubba Gump Shrimp CoKrewetki forrest gumpKalifornia czyli wino, piwo i owoce morza

Penny Ice Creamery w Santa Cruz

Czyli bezkonkurencyjnie najlepsze lody w całej Kalifornii. Mimo późnego wieczoru, późnej jesieni i zdecydowanie takiej sobie pogody, kolejka przed wejściem zakręcała aż za róg. Az strach pomyśleć co tam się musi dziać w szczycie lodowego sezonu. Odstaliśmy co swoje i wreszcie dostaliśmy nasze kulki. A raczej gigantyczne kule. Z Milcią zjadłyśmy jedną gałkę na spółkę i naprawdę byłam lodowo zaspokojona. M miał dwie. Nie byłby sobą gdyby nie zjadł, choć nawet na nim rozmiar wywarł wrażenie. Lody absolutna rewelacja. Nawet zwykła wanilia tu smakowała wyśmienicie. Dodatkowego uroku dodawał fakt, że przez szybkę można było podglądać zaplecze, gdzie nieprzerwanie trwała produkcja lodów i bemary były na bieżąco uzupełniane. Lody są robione z sezonowych składników, pozyskiwanych od lokalnych farmerów. Smaki zmieniają się więc kilka razy do roku, poza kultową wanilią, którą można dostać zawsze.
Strona: Penny Ice Creamery

podróż z dzieckiem kaliforniaPenny Ice Creamery w Santa Cruz

Tap It browar w San Louis Obispo

Nie wymieniony w żadnym przewodniku, znany nam tylko przez polecenie znajomego. Rodzinna firma założona z miłości do piwa. Fantastyczne miejsce, gdzie poza licznymi lokalsami trafiliśmy tylko my. I zostaliśmy przez nich bardzo ciepło przyjęci 🙂 M. został od razu wciągnięty do gry w Cornhole, a Milcia dostała do zabawy pełno kredy, którą wymazała pól dziedzińca. A piwo… piwo było absolutnie pierwsza klasa. Wzięliśmy zestaw testowy, a potem jeszcze spory zapas na kolejne wieczory. Samo miejsce niesamowicie klimatyczne. Za ladą wielka szyba, przez którą można było podglądać pracę w browarze, na dziedzińcu wielki stół z płonącym ogniem na środku, dookoła porozstawiane obrandowane trucki. Rewelacja.
Strona: Tap It Brewing

tap it browarbrowar kalifornia san louis obispoamerican trip z niemowlakiem

Polub Wysmakowane na facebooku. Będziesz na bieżąco z Wysmakowanymi przepisami i z naszą podróżą, a mi będzie bardzo miło 🙂

 

 

Summary